Już dziś swą premierę miała kolejna część niesłychanie zasłużonej serii, na widok której odżywają wspomnienia starych komputerów – Worms: Reloaded. Twórcy poszli po rozum do głowy, i zamiast wymyślnego (i niepraktycznego) 3D, wracają do korzeni. Jak w dobie miażdżących efektów graficznych poradzą sobie Wormsy w starym dwu-wymiarze? Odpowiedź poniżej.
Od czego zacząć tu wstęp… Myślę, że co starszym graczom serii przedstawiać nie trzeba. Jednak może czytają nas młodsi, a i może wśród tych z większą ilością wiosen na koncie nie wiadomo nic o słodkich robalach. Historia zaczyna się w roku 1994. Pewien pan – Andy Davindson – przygotował projekt gry na konkurs programowania. Niestety, nie wygrał, a kolejni wydawcy odrzucali jego pomysł. Dopiero europejskie studio Team17 zainteresowało się jego pomysłem i od ręki postanowiło grę wydać. Gdy Wormsy pojawiły się na Amidze, przebiły popularnością nawet Tomb Raider. Kwestią czasu była premiera na kolejnych platformach, także Windowsie. Niesamowity sukces spowodował, iż niebawem powstał sequel – Worms 2 (1997). Na największy bum przyszło jednak poczekać jeszcze 2 lata.
Rok 1999 był dla branży gier komputerowych obfitym. Na świat wydano chociażby Age of Ampires II, Counter Strike, Homeworld, Hidden and Dangerous, Heroes of Might and Magic III, Silent Hill, System Shock 2, Medal of Honor, Unreal Tournament, EverQuest, Driver, Planescape: Torment … no cholera, sporo.. Jakby tego było mało, rynek podbiła zdecydowanie najlepsza część serii – Worms: Armageddon. Piękna komiksowa oprawa, niebanalny humor, rywalizacja z kolegami – to cechy, które uczyniły ten tytuł wybitnym. Sam pamiętam, jak zagrywałem się z kuzynostwem na każdej rodzinnej imprezie, czyniąc z robali istne maszyny do zabijania. Jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało, gra dzięki oprawie i charakterowi rozgrywki trafiła także w gusta najmłodszych, zapewniając zabawę dla całej rodziny. Team17 nie zamierzało na tym poprzestać i już w 2001 wydało kolejną część – Worms World Party. W zasadzie jedyną innowacją w stosunku do poprzednika było ulepszenie systemu gry online (jak sam tytuł wskazywał) – dzięki temu wygodniejsza stała się zabawa z graczami z całego świata. Oprócz tego wszystko po staremu – tryb hot seat, multum arsenału, wyborny humor – kolejny dobry produkt.
Jednak niekończące się pasmo sukcesów zostało w końcu przerwane. W roku 2003 gry 3D na dobre zadomowiły się na PCtach i konsolach. Archaiczne 2D zostało wyparte przez zwolenników nowoczesnej grafiki. Jednak istniały tytuły, które mimo szpetnego wyglądu wciąż bawiły – chociażby Worms, czy Commandos. Team17 poszło jednak za trendem w branży i przeniosło poczciwe robaki w trójwymiar. To niestety nie był dobry pomysł – nowa część serii – Worms 3D – nie została ciepło przyjęta. Twórcy próbowali ratować swoje dobre imię, wydając jeszcze tytuły bliższe pierwowzoru - Worms Forts oraz Worms 4: Totalna Rozwałka, niestety wszystko w nieszczęsnym 3D. Zwyczajnie gra w trzech wymiarach była niewygodna, kamera szwankowała, zabawa była często frustrująca. Team17 w końcu wysłuchało graczy i na poważnie postanowiło wrócić do korzeni.
Na początku tego roku pojawiły się pogłoski, jakoby kolejne Wormsy były w drodze. Gdzieś około lutego Team17 oficjalnie je potwierdziło – około września 2010 roku miało ukazać się Worms: Reloaded – a co najważniejsze – powrócić do 2D. Gracze z entuzjazmem przyjęli tę nowinę, a same Wormsy kolejny raz podbiły nasze serca zdobywając dużą popularność na Steamie. A co w samej grze? Nic, czego byśmy już nie widzieli, jednak po drobnym liftingu. Pojawi się kilka feature’ów, są to jednak drobnostki. Najważniejsze, że zobaczymy to, co uchodziło za najlepsze. Na myśl przychodzi mi skojarzenie z Blizzardem i ich nowym-starym StarCraftem II. To będzie kawał dobrej roboty. Tora tora tora!
Różowe robaki można kupić póki co tylko na platformie Steam za 13,49 EURO, jednak planowane jest wydanie gry w Polsce.
PS. Pracuję właśnie nad dostępem do pełnej wersji gry, co skutkować może niechybnym ukazaniem się recenzji :).