Nie wszystko złoto, co się świeci – czyli jak EA utarło nosa Activision.


Dosłownie dwa tygodnie temu na rynku gier pojawił się długo wyczekiwany Battlefield: Bad Company 2 ze stajni EA Dice, czyli, notabene, speców od sieciowych FPS. Mimo iż rozmiarem kampanii reklamowej, ustępował megaprodukcji Infinity WardModern Warfare 2, miał bezpośrednio konkurować z tym najbardziej kasowym produktem ostatnich lat, zwłaszcza w kwestii sieciowego strzelania. Ale o tym w innym akapicie. W końcu Dice stworzyło, po raz pierwszy od dawien dawna, porządną kampanię dla pojedynczego gracza (pomijając Mirror’s Edge). Czy i tutaj BF: BC2 jest zagrożeniem dla Soapa i spółki?

Kupując Bad Company 2, czy to w sklepie internetowym, czy starym dobrym Empiku, zapłacicie za niego 129 złotych – czyli podobnie jak w przypadku MW2. Dostajemy polską wersję językową, jednak – i tu niespodzianka – EA Polska postawiło dość ryzykownie na pełen dubbing! Co lepsze, zatrudniono Cezarego Pazurę oraz Mirosława Bakę. Pojawia się pytanie, czy był to zabieg słuszny?

Mi wciąż marzy się, bym w pudełku dostawał oryginalną wersję językową, dodatkowo z patchem polonizującym. Jednak w przypadku BF, dubbing wcale tak nie razi. Dialogi są rzetelne, aktorzy sprawiają wrażenie wczuwających się w swoje role, słynna dyskusja na temat filmu Predator dodaje uroku całej lokalizacji. Zdecydowanie EA Polska popisało się bardziej od LEM, którzy to spolszczenie MW2 spraprali szpetnie – przynajmniej w trybie multiplayer (znane i lubiane Joint Ops – Operacje Wspólne, czy OMFG – O cholera). W pierwszym starciu 1-0 dla EA.

W końcu przychodzi kwestia instalacji gry. Kto w zamierzchłych czasach by pomyślał, że będzie to stanowić problem. A jednak. BF nie jest grą zintegrowaną z platformą STEAM. Pomijając kwestię stałego dostępu do internetu (jest potrzebny, by zainstalować MW2 i pograć chociażby w single – oczywiście teoretycznie), pojawia się możliwość tworzenia kilku profili. Cudo, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, kiedy to jestem zmuszony kupić drugą kopię MW2, by brat mógł nabijać XP na swoje konto. Kolejny raz 2-0 dla EA.

Gdy już uporamy się z instalacją, pomijając ludzi, którzy kupili BF tylko dla multi, pewnie zajrzymy do kampanii dla pojedynczego gracza (uwielbiam tę nazwę). Tu niestety brakuje kreatywności, oraz nutki szaleństwa ludzi z Infinity Ward – gra się dobrze, przyjemnie, z głośników sączą się polskie dialogi, jednakże nie ujrzymy filmowych zwrotów akcji, czy epickich scen. BF jest grą umiejętnie skomponowaną, mimo to MW2 zapiera dech w piersiach podczas kilkugodzinnego, karkołomnego pościgu, po którym gracz otrząsa się przez parę dni, a być może nawet próbuje raz jeszcze. Tym razem punkt dla MW2 co wciąż daje 2-1 dla EA.

W końcu dochodzimy do sedna sprawy. Każdy się ze mną zgodzi, że MW1 był czymś w rodzaju rewolucji wśród gier multiplayer. Nieustanne potyczki w Quake, UT czy CSa mogły znudzić najtwardszych hardkorowców. Jednak pojawił się MW1 (czyli CoD 4) – niesamowicie szybki, dynamiczny multi, który zachęcał gracza do dalszego brnięcia w ten nałóg sprytnie opracowanymi stopniami wojskowymi oraz atrybutami, czy kolejno odblokowywaną bronią. Było wiadome, że pojawi się sequel. Miał być jeszcze lepszy, jeszcze szybszy, miał starczać na jeszcze dłużej. Jednak, co tu dużo mówić, Activision strzeliło sobie w stopę … i to z WKMu. Integracja ze Steam’em może i pozwalała na sprawne łączenie się z kolegami, jednak likwidowała podział na profile. Brak dedykowanych serwerów niemal zniszczył rozgrywki klanowe. Host w postaci jednego z graczy zwiększył ryzyko lagów. Na szczęście dla IW, wielu graczy pomimo licznych utrudnień postanowiło dać szansę nowej produkcji (należę do tej grupy ludzi). Inni pozostali przy MW1 … albo przesiedli się na nowego BF (swoją drogą, genialne posunięcie EA w kwestii daty premiery). Są dedykowane serwery (brak co prawda swobody, ale można takowy wykupić), są profile, są atrybuty, kolejne stopnie wojskowe, jest możliwość poruszania się pojazdami. By w końcu zakończyć ten długi wywód, powiem prostymi słowami – multi w BF: BC2 jest bardzo dobry. Gra się bardzo przyjemnie, nawet z 31 kolegami na serwerze (w MW2 max 12-18). Serwery wybieramy samodzielnie, klany mają ułatwione życie. EA Dice odwaliło kawał dobrej roboty. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że MW2 jest przy BF bardziej … arcade’owe. Strzela się prościej, recoil jest jakby mniejszy, jesteśmy nagradzani nalotami helikoptera itp. W BF natomiast nie ustrzelimy wroga pistoletem z 500m (przynajmniej nie tak łatwo), a doświadczeni gracze psują życie casualom. Czy na tym polu EA znowu wygrywa, musicie ocenić sami. Ja jednak daję punkt MW – co daje nam remis 2-2.

Statystyki na XFire wskazują, iż Battlefield: BC2 pokonał nowe Modern Warfare 2, lecz wciąż przegrywa z CoD4: Modern Warfare i z niezniszczalnym World of Warcraft. Wygląda więc na to, że Activision postanowiło odcinać kupony od sukcesu CoD4. Niestety nie spodobało się to graczom, którzy oczekując wielkiego hitu, dostali słabszą kopię tego, co już widzieli. To zadziałało niczym woda na młyn EA, które wykorzystało swoją szansę wypuszczając BF z wszystkim tym, czego brakowało fanom MW.

Umarł król, niech żyje król! BF to produkt dla tych, którzy mieli styczność z serią, lub spędzili długie godziny strzelając po sieci. Pozostałym natomiast polecam odpalić MW2, wybrać Deatmatch i po prostu zagrać. A tym, którym żadna opcja nie pasuje, polecam kupić MW1 za 59 PLN i delektować się jednym z najlepszych multi ostatnich lat.

Podobne tematycznie treści: